|
Oddycham.. Biorę sobie do brzucha tak za nic - powietrze. Za to, że
jestem, że sobie wędruję. Oddycham, bo mnie kocha powietrze.. Wdech i
wydech, biorę i daję.. tego mnie dzisiaj uczy wiatr.
Biorę od Matki. Od Matki Ziemi, od Matki Ognia, od Matki Powietrze..
Nie zapominam o ukochanej Matce Wodzie, i o Matce Przestrzeni. Niedawno
zupełnie ją poznałam..
Pierwszego dnia spotkałam setki pajęczyn rozpiętych na trawach. Jak setki pięknych łapaczy snów. Obłoczki wzorów pomiędzy trawami, ziołami, pomiędzy ziemią a niebem. Na nich nanizane perełki rosy. Świat plecie nowe wzory. Ten poranek jak zupełnie nowa dla mnie era..
Drugiego dnia prowadzona oddechem natknęłam się na gąsienicę. Puchata kluseczka brązowa jak oczy sarny. Zatrzymałam się, spojrzałam.
Jesteś śliczna – powiedziałam – Malutka jak różowe niemowlę. Zagarnęłam ją z drogi na trawę.
Za chwilę przejechał samochód.
Uratowałaś jej życie - usłyszałam.
Oooo... Przez moje ciało przepłynęła fala gorąca. Znam taką bajkę – pomyślałam. I gdy tylko zrozumiałam, że mogę poprosić – poprosiłam o to, czego najbardziej pragnę.
Kiedyś, zupełnie niedawno, ze smutkiem odchodziłam od ekranu.
Szkoda, że ja nie żyję w bajce.. - myślałam – jest to moje ogromne pragnienie..
A teraz dziękuję. Dziękuję. Właśnie żyję w pięknej, prawdziwej baśni. Gdy tylko pozwalam nogom nieść mnie tam, gdzie niosą. Gdy otwieram oczy i uszy, gdy zatrzymuję się, słucham, patrzę, i gdy szanuję uczucia i pragnienia, myśli i bezmyślenie mojej Dziewczynki. Tej, która mieszka we mnie. Kiedy pozwalam jej być. Kiedy mnie prowadzi. Żyję w pięknej baśni..
Kilka kroków dalej Dziewczynka spotkała żabę. Ta była bardzo stara. Stara, gruba, rosochata i powolna. Miała ciężki brzuch i nie skakała jak młoda. Z trudnością kroczyła jak dostojny żółw. Była koloru ziemi. Miała wielkie oczy i rozchylone nozdrza. Wilgotne.
To ty też płaczesz – pomyślała dziewczynka, która poczuła jak bardzo już jest wzruszona tym, co dokoła.. Trawą. Ziemią. Słońcem. Bujaniem ziół i wszystkimi pięknymi kwiatkami, których nazw nie znała.
Chciała uratować żabę. Znała drogi we wsi i wiedziała o samochodach niebezpiecznych dla małych zwierząt.
Ale żaba była zbyt duża. Zbyt stara. Jej poruszający się brzuch budził lęk.
Już wiem – pomyślała dziewczynka – boję się jej dotknąć, ale wezmę liść!
Ale żaba nie chciała na niego wejść. Specjalnie go ominęła. Spojrzała tylko, trąciła lekko liść i odeszła.
Dziewczynka nie dawała za wygraną, pytała, ale żaba nie mówiła nic. Tylko otwierała pyszczek jakby chciała powiedzieć: Nie mogę, nie mogę, nie mam już sił.. powiedziałam już byt wiele. Nie mam sił.
I tak odeszła, z wysiłku przystając co chwilę.
A dziewczynka nie mogła się uspokoić, zawracała do żaby po kilka razy nie mogąc pogodzić się z tym, że żaba, że stara żaba, że ona odchodzi..
Długo za nią patrzyła..
Ilekroć przystanę, zatrzymam się, wezmę głęboki oddech, i dam się poprowadzić dziecku - zaskrzypią drzwi. Takie niewielkie drewniane, nieco obtłuczone. Są na niebie wśród Gwiazd i nie ma tam żadnego ogrodzenia. Jest ciemnogranatowo i cicho.
Drzwi zaskrzypią, oczy łypną, stanie czas,
i Świat Baśni się otworzy, wieczny las..
Zawiruje gwiezdny piasek pod stopami,
I przemówi to, co żywe między nami..
Monika Żelazek
Zacytuj artykuł
|