Ekologiczna manifa radykalnych mam _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
wtorek, 04 maj 2010
There are no translations available

Czym może być głęboka ekologia w codziennej praktyce? Jak świadomość tego, że jestem córką Matki Ziemi, przekłada się na decyzje i wybory radykalnej eko-matki?

Czy pielucha może być kolorowym sztandarem? Filozoficznym credo? Widzialnym znakiem życia w obfitości i równowadze? Posłuchajcie opowieści trzech mam z naszego stowarzyszenia.

Podróż z pieluchą – opowieść Beaty

W mojej ukochanej książce z dzieciństwa "Podróż z rondlem" pewna szwedzka rodzina wyrusza na wakacyjną wyprawę. Będą podróżować drewnianymi wozami, zaprzężonymi w dwa konie. Gdy wszystko jest już spakowane, tata pyta się mamy: "A co z pieluszkami dla Małej O?" I wtedy mama z uśmiechem odpowiada: „Mała O to nowoczesne dziecko, używa pieluszek jednorazowych!”

Książka ta została wydana w Polsce w 1979 roku (w Szwecji pięć lat wcześniej). Miałam wtedy dziesięć lat. Nikomu się wtedy w Polsce nawet nie śniło o jednorazowych pieluchach. Normą była tetra. I ręczne pranie, gotowanie, wyżymanie, suszenie…I tak na okrągło.

Minęło wiele, wiele lat, zmieniły się czasy i ustroje. W 2002 roku urodziłam córeczkę Margolcię. Jednorazowe pampersy od dawna były oczywistością. Wszyscy wokół mnie ich używali. Więc ja również. Tetra służyła co najwyżej jako zasłonka przed słońcem do wózka albo podkład wymagany w przychodni. Łatwo było zapomnieć o zmianie pieluchy – skoro nie przeciekała… Łatwo więc było o odparzenia, „pieluszkowe zapalenie skóry” – ale od czego były kremy, cudowne sudocremy…I tak to się kręciło. Lekką ręką każdego dnia wyrzucałam do śmietnika reklamówkę brudnych pieluch – no przecież wszyscy tak robili. „Wy to macie teraz lekko, nie to, co my kiedyś – wzdychała moja mama, z nieskrywaną zazdrością. – Tylko dlaczego dzieci teraz tak późno siadają na nocnikach? Kiedyś to jakoś szybciej szło…”.

I rzeczywiście. Już czas do przedszkola, a dzieciak ciągle z pieluchą, bo jakoś nie było czasu ani motywacji, żeby go odzwyczaić…

Rok 2008, rodzę drugie dziecko, synka. I naraz uświadamiam sobie, że jestem w zupełnie innym miejscu. Straciłam pieluchową niewinność. Już nie mogę udawać, że nie wiem, jak bardzo plastikowe jednorazówki potrafią być szkodliwe dla skóry dziecka. Torby z brudnymi pieluchami wynoszę chyłkiem, jak złodziej. Ciążą mi coraz bardziej, ważą tonę albo dwie, tyle, ile zużywa dziś przeciętne dziecko, zanim zacznie korzystać z nocnika. Wiem, że nie znikną, nie rozłożą się, będą trwały i zatruwały ciało Ziemi. Mojej Matki.

Gdy mój synek Marcinek kończy sześć miesięcy, decyduję się na radykalny krok. Idę na warsztaty pieluchowania wielorazowego. Prowadzi je Ewa z „Pieluszkarni”. Pieluszki są piękne, kolorowe, miękkie i wesołe. Z organicznej wełny i bambusa, po prostu tulą się do rąk. Na rzepy. Z kieszonką na wkładkę. Zielone i niebieskie – mój kolorowy manifest, moja ekologiczna manifa. W rewolucyjnym nastroju wracam do domu. Dumna jak paw. Z uczuciem wielkiej ulgi.

Od tej pory praktykuję pieluchową filozofię. W przychodni, na plaży, u znajomych. No jasne, nie jestem ortodoksyjna, sięgam czasem po jednorazówkę w podróży czy nocą. Ale dokonałam wyboru i to daje niesamowitą frajdę i siłę, nawet wtedy, gdy moja mama z niedowierzaniem kręci głową: „Że ci się chce…”.

Tak, chce mi się. Poza tym praniem w naszym domu zajmuje się mój partner, tata naszych dzieci, i to on dba, by pieluszki były na czas wyprane i wysuszone. Swoje przeszedł. Zwyczajowy sceptycyzm gdzieś się po drodze rozpuścił, zamienił w codzienną celebrę. I teraz, kiedy ja sięgam z wahaniem po jednorazówkę, gdy szykujemy się do podroży, on prycha z wyrzutem: „No wiesz co, łamiesz się?”

Sumienie się uspokoiło – opowieść Miśki

Zaczęłam stosować materiałowe pieluszki dopiero, gdy moja córeczka Marysia miała rok i dwa miesiące. Jaka szkoda, że nie wcześniej! Niestety długo dałam się zwodzić przekonaniu, że to trudne, rewolucyjne, wręcz niewykonalne... A ja nie znoszę robić ręcznych przepierek. Zaczęłam je stosować, bo moje sumienie nie dawało mi spokoju, że z powodu wygody osobistej wystawiam moje dziecko na działanie potencjalnie niebezpiecznych związków chemicznych, które pod wpływem temperatury i wilgoci uwalniają się do jej ciałka, a poza tym koszmarnie zanieczyszczam Ziemię.

Wcześniej, od momentu, gdy zaczęła stabilnie siedzieć, uczyłam Marysię siadać na nocnik. Kupiłam cztery pieluchy i.... poczułam ulgę, sumienie się uspokoiło. Cały proces pieluszkowy okazał się o wiele prostszy, niż mi się to wcześniej wydawało. Ręczne pranie pieluch to chwila, a gdy tylko mogłam, dołączałam pieluchy do prania w pralce. Jako dodatkowych wkładów do gatek (tak nazwałam otulacze) używałam oprócz wkładów oryginalnych pieluch tetrowych. Marysia nigdy nie miała odparzeń. Czasami przeciekła, co zdarzało się też w przypadku pieluch jednorazowych. Teraz ma dwa latka i cztery miesiące, pieluchy wkładamy tylko na spacer i na noc.

Jeśli będę miała jeszcze jedno dziecko, zacznę stosować materiałowe pieluchy już od samego początku.

Ziemia może oddychać spokojniej – opowieść Moniki

Miałam takie wrażenie, że wszystko jest na swoim miejscu. Płynęło stąd jakieś zadowolenie. Kiedy prałam i suszyłam latem na sznurku – mieszkaliśmy wtedy na wsi - pieluszki wielorazowe i schły tak szybko. Na początku wydawało mi się to trudne, ale tylko przed Narodzinami Synka, potem stało się naturalne, cieszyłam się, że nie kładę na Jego pupkę chemicznych pieluszek i miałam sporo czasu na zajęcie się Małym, pomagał mi Mąż, wspierał mnie w tym i razem cieszyliśmy się z tego, choć czasem dziwili się starsi, że się uwsteczniamy.

Kupiłam początkowo kilka pieluszek, kilka dostałam, potem jeszcze jedna i jedna - i tak zebrał się komplet. Kiedy przewijałam Synka, czułam, że Jego skóra ma to, czego potrzebuje, a Ziemia dzięki temu może oddychać spokojniej.

Po pół roku pieluszki zrobiły się za małe a moja determinacja nieco osłabła. Byłam zmęczona, stwierdziłam, że są zbyt kosztowne i zaczęłam częściej przewijać Synka w jednorazówki, i potem tak już zostało. Troszkę częściej mieliśmy do czynienia z odparzeniami i czułam, że chcę to zmienić. Szczególnie wtedy, gdy zaglądałam do kosza, a tam były prawie same pieluchy! Trudno było na to patrzeć. Myślałam o Ziemi, serce bolało. Jednak wciąż myślałam sobie, że nie… Są zbyt kosztowne, zbyt mało mam czasu.

Okazuje się, że i w tym przypadku obfitość jest stanem umysłu. Mam jedną pieluszkę całkowitą i jeden otulacz, w który mogę wkładać pieluszki jednorazowe, to już kilka na zmianę, to już połowa ekwipunku dziennego, już coś, już zmiana. Dziś odpuszczam gonienie za wszystkim tak w ciągu dnia, raz, dwa, i okazuje się, że wieczorem mam mnóstwo czasu, coś się zmienia… Acha, mam jeszcze te za małe pieluszki; można je odsprzedać, można za nie dokupić inne, ziarenko zasadzone…

I tak powoli, powolutku, odradzam się na wiosnę. Wiadomo - w podróży królują jednorazówki, ale w domku i w zagrodzie;) niech będzie w pupkę przytulnie.

Trzymajcie za nas kciuki (obok mnie Tata Jacek z Synkiem Mikołajkiem i starszym – Franiem). Trzymamy kciuki za Was.

Polecamy stronę: www.pieluszkarnia.pl


Quote this article on your site

Be first to comment this article
Write Comment
Name:
Title:
Comment:

Code:* Code
Send